- Powiedziałbym mu, że cieszę się z jego powrotu i że brakuje mi jego pomocy, a nawet... jego towarzystwa. Bo tak

nią przelotnie, po czym znów odwrócił się do niani,
- Kazał ci powiedzieć, że to pilne. Znieczulona
- Zastanawiałam się, czy nie zechcesz zadzwonić na
mnie, nie o nas obojgu.
starania w obrębie prawa nieodwołalnie skończą się
Z początku mu nie uwierzyła, ale kiedy na niego
- Oj, jak dobrze - ucieszył się wampir. -- W nocy się wyśpię, a ty dniem będziesz senna, i ja ...
- Fernand Point uważał, że te gwiazdki odnoszą się
Lecz Orsana rozsądnie wstrzymała się od złośliwej riposty i po prostu zasnęła. Dzisiaj jechałam pośrodku i zniżywszy głos, zwróciłam się do wampira:
R S
- A powinien pan być?
- Ale naprawdę pan musi - nie ustępował Cook. -
- Opowiadając mi wszystko, co panu wiadomo o ofierze.
ulgę.


- Może ty masz taki zwyczaj, ja nie. W życiu nie byłam na uroczystej kolacji.

- Co? – rześko się odezwał.
i usiadła na kanapie.
- Makabra!

trochę zapomnieć, udało się jej zatrzeć w pamięci

Róża na chwilę zamilkła i rozmyślała. Mały Książę pojął, że to, co Róża opowie, będzie czymś nowym i
sentymentalnemu przekonaniu Chrisa, że Danny odnalazł spokój po śmierci, ale też nie zgadzał się z jego opinią. Danny nie znalazł żadnego spokoju, podobnie jak nie czekały na niego chóry anielskie, by zaprowadzić go do perłowych dwuskrzydłowych wrót zwieńczonych gwiaździstą koroną. Został pochłonięty przez nicość, wiekuistą czarną pustkę. To właśnie oznaczała śmierć. Dlatego Huff uważał, że trzeba korzystać z życia, ile wlezie. Jedyną nagrodą, jaką człowiek mógł odebrać, było to wszystko, co zdobył tu, na ziemi. I on właśnie chwytał życie pazurami i zębami, robiąc wszystko, co konieczne, aby zdobyć to, co najlepsze, największe, najbardziej pożądane. Chronić każdego, kto potępiał owe metody. Huff Hoyle nie tłumaczył się przed nikim. Jeżeli zaś ten sposób na życie nie gwarantował spokoju ducha, to trudno. Były gorsze rzeczy, bez których człowiek czasem musi się obejść. 9 Sayre weszła do biura szeryfa i podeszła do recepcji. Opryskliwy policjant siedzący za biurkiem wymruczał coś niezrozumiale na przywitanie. Nie zdjął nóg z biurka i kontynuował dłubanie pod paznokciami składanym nożykiem. - Chciałabym się widzieć z detektywem Wayne'em Scottem. Twarz urzędnika nie zmieniła wyrazu. Jeżeli jego publiczna funkcja, za którą mu płacono wymagała, aby w tym momencie zdjął nogi z biurka, poprawił krzesło i zostawił troskę o higienę osobistą na bardziej odpowiedni moment, policjant najwyraźniej nie był ani zainteresowany, ani zmotywowany do jej wypełnienia. - Scotta nie ma - rzucił. - W takim razie chcę się widzieć z szeryfem Harperem. - Będzie dziś zajęty przez cały dzień. - Jest u siebie czy nie? - Jest, ale... Sayre przeszła obok jego biurka i pomaszerowała wzdłuż krótkiego korytarza. Recepcjonista rzucił się w ślad za nią, z okrzykiem: „Hej!". Zignorowała go i bez pukania otworzyła drzwi prowadzące do gabinetu Rudego Harpera. Szeryf siedział za biurkiem, przedzierając się przez plik papierów. - Przepraszam, Rudy - rzucił policjant zza jej ramienia. - Weszła tutaj, jakby była kimś ważnym. - Bo jest kimś ważnym, Pat. Wszystko w porządku. Zawołam cię, jeśli będę potrzebował pomocy. - Mam zamknąć drzwi? - Tak - poleciła Sayre, chociaż pytanie recepcjonisty skierowane było do Rudego. Policjant rzucił jej nienawistne spojrzenie, po czym wycofał się, zamykając za sobą drzwi. - Czy to wszystko, na co cię stać? - spytała Sayre, spoglądając ponownie na szeryfa. - Czasami Pata trochę ponosi. - Co nie usprawiedliwia jego niegrzeczności. - Masz rację, nie usprawiedliwia. - Rudy Harper gestem zaprosił ją, by usiadła na krześle stojącym naprzeciw biurka. - Podać ci kawy, a może coś innego? - Nie, dziękuję. Spojrzał na nią uważnie. - Kalifornia ci służy, Sayre. Wyglądasz naprawdę dobrze. - Dziękuję. Niestety, nie mogła się odwdzięczyć podobnym komplementem. Tego poranka szeryf wyglądał na jeszcze bardziej wymizerowanego niż wczoraj, zupełnie jakby ostatniej nocy nie zmrużył oka.
Pewnego ranka, podczas porannego sprzątania planety, Mały Książę wskazał palcem na czynne wulkany i

miejsca.

książę odkryje ją dla siebie i nada jej swoje imię, które dodane do imienia, jakie ona już posiada, tworzy ją na
- Nie wiem, przecież dopiero przed chwilą dowiedziałam się, iż mogę być nie tylko kwiatem. Wiem jednak, że lubię
chwilę, gdy będę mówić, nie będę się czuła niczyją Smutną Dziewczyną...